Z małej wioski Marmaris stało się popularną miejscowością wypoczynkową. Wakacje w resorcie mogą przynieść więcej niespodzianek niż oczekujesz. My również oferujemy wycieczki fakultatywne dające sposobność by odwiedzić najbardziej interesujące miejsca. Oto kilka z tych, które mogą Cię zainteresować.

Nie ma wątpliwości, że Turcja to turystyczny raj, szczególnie dla tych, którzy przyjeżdżają z Europy czy z Azji. Kraj ten bowiem leży między tymi dwoma kontynentami, co czyni go jeszcze ciekawszym. Wielu ludzi przyciąga właśnie oryginalny mariaż orientu i kultury europejskiej, oraz styl życia tutejszych mieszkańców – mieszanka nowoczesności z tradycją. Poniżej lista atrakcji jakie można sobie zafundować w tureckim kurorcie – Marmaris.

Turecki kurort Marmaris jest jak kosmopolityczna miejscowość turystyczna, takie anatolijskie Saint Tropez albo Cannes. Pomimo, iż da się tu odczuć, że jesteśmy w tureckim kurorcie, widać jednak jego nowoczesność i europejskość.

Nie bez powodu jest więc chętnie wybierane jako wakacyjna destynacja wielu turystów z Europy, a już w szczególności przez Brytyjczyków, I stąd też spora liczba typowych angielskich restauracji i pubów.

Na ulicach, w knajpach, sklepikach oraz dużych marketach słychać co chwilę inny język. Latem to istna wieża Babel. Sami Turcy mieszają często turecki z angielkim w rozmowie z turystami I powstaje “ turgielski”. Ale zawsze idzie się tu jakoś dogadać. Trochę po angielku, trochę po polsku, trochę po rosyjsku, a reszta, to już ręcznie (czyli wymachując rękoma w powietrzu w celu zobrazowania tego, co się chce przekazać, to często najlepszy sposób komunikacji…tak zwany “body language” ( zawsze się sprawdza). Warto też zapisać sobie parę tureckich słów. Każdy Turek ucieszy się słysząc kilka zwrotów w rodzimej mowie, bo i oni, dla lepszej komunikacji, i oczywiście sprawniejszego handelku, uczą się chociażby po kilka najważniejszych słów z różnych języków. Ale to jest fajne, turyści również są zadowoleni słysząc swój własny jezyk, nie każdy przecież zna angielki, więc na przykład, kiedy sprzedawca odezwie się do nas po polsku, transakcja przebiega szybciej i w przyjemniejszej atmosferze. My możemy zacząć od przyjaznego i dobrego na każde wejście “merhaba”, które oznacza “cześć, hello”, a nawet niesie ze sobą zapewnienie naszego pokojowego nastawienia do rozmówcy. Większość tubylców przywita nas wtedy z szerokim uśmiechem.

 

Wiosną i latem w Marmaris Turcja wzmaga się ruch na ulicach, w sklepach i na nadmorskiej promenadzie. Wtedy widać różnorodność nacji jaka tu przyjeżdża. Do kurortu przypływają też duże statki i promy, bo chętnych by zawinąć do portu w Marmaris nigdy nie brakuje. I nic dziwnego, słońce wtedy świeci, wiaterek powiewa, morze szumi w uszach, a na ulicach ruch. Wszystko kręci się jak w popularnym, europejskim kurorcie być powinno. Człowiek ledwo przyjedzie, a już wkręca się w ten wakacyjny gwar i podniecenie.

 

Turcy są z reguły uśmięchcnięci I przyjaźni, łatwo nawiązuje się z nimi kontakt I wakacyjne przyjaźnie. Ale można również poznać sporo fajnych ludzi z różnych innych krajów, którzy także wybrali Marmaris i przyjechali tu szukać wrażeń.

 

Przed wjazdem do kurortu można dostrzec znak “nufuslu”, który oznacza liczbę mieszkańców. Choć liczba ta już była parokrotnie zmieniana, ostatnio doliczono się ok.84.000 mieszkańców. Samo centrum miasteczka nie jest duże, ale dołączając miejscowości Icmeler i Turunc ( także turystyczne części Marmaris) oraz okoliczne wioski i biorąc pod uwagę , że miejscowość wciąż się rozrasta, trzeba przyznać, że ludnośći wciąż przybywa. Kiedy jednak nadchodzi wiosna, a potem lato….liczba ludzi w kurorcie wzrasta nawet pięciokrotnie. Nie tylko bowiem przybywają turyści z całego świata, ale też Turcy szukający tu pracy. Wiele osób ze wschodniej części kraju, gdzie jest bezrobocie i ciężko jest zarobić na chleb, przyjeżdża do kurortów by pracować jako obsługa hoteli, kierowcy autokarów, przedawcy, dostawcy, itp.

 

Turcy mają swój styl budownictwa, życia i swoje odmienne od europejskich obyczaje. Ale na potrzeby klienta, za wzorem Europy, starają się stworzyć warunki i klimat, który pozwoli obcokrajowcom czuć się tu , choć w gościnie, jak u siebie w domu. Chcą byśmy przyjeżdżali i żeby było nam tu dobrze. Stąd też ulice są czyste i zadbane, choć nadal tureckim zwyczajem na ulicach zamiast zwyczajowej miotły używa się wody. Zlewasz wodą cały chodnik, a brudy same spłyną. Ale grunt, że ogólnie jest czysto i porządnie ( czego ogólnie o Turkach powiedzieć nie można).

 

Z roku na rok przybywa także w Marmaris Turcja coraz więcej hoteli i prywatnych kwater, czy domków, które można wynająć i spędzić przyjemne wakacje. A przecież jeszcze w latach 80-tych Marmaris, jak większość dzisiejszych tureckich resortów, była małą wioską rybacką. Dziś oprócz bazy turystycznej, dba się też i o stałych mieszkańców Marmaris, których liczba, jak wspomnieliśmy wyżej, ciągle wzrasta. Co rusz to powstają nowe centra handlowe, duże supermarkety, po których uwielbiają też biegać turyści. Zaskakująca jest różnica w liczbie klientów. Latem w marketach tłumy na okrągło, jesienią i zimą tylko sprzedawcy i paru klientów. I choć Turcy twierdzą, że po sezonie nie ma co robić w Marmaris, wiatry hulają, deszcze padają, mieszkańcy się snują, większość sklepów, hoteli i restauracji jest pozamykana, to jednak zawsze znajdą sposób by się nieco rozerwać. Kto żyw udaje się do centrum handlowego zwanego Blue Port, tam kręci się na całego cały rok. Albo wieczorami, szczególnie młodzi Turcy, gromadzą się w co popularniejszych knajpach i tam starają się dotrwać jakoś do lata i nie zanudzić na dobre. Na przykład w tym roku tłumy przyciąga nowy pub na styl angielski Beerland-nazwa mówi sama za siebie. Na pewno latem też zrobi furorę. Cóż….coś trzeba zimą robić. A za to w sezonie….rozrywek w Marmaris nie będzie brakowało.

 

Ale nie tylko sklepy, czy bary się przecież odwiedza.W Marmaris warto wypożyczyć sobie chociażby rower, czy skuter i pojeździć po całym miasteczku. Czasem urlopowicze ograniczają się tylko do głównej ulicy, promenady i samego centrum. A przecież można zajrzeć w każdy kąt, znaleźć tańszą lokantę ( tur. restauracja) by spróbować bardziej tradycyjnej kuchni za parę Lir, odkryć jakiś niewielki sklepik z typowymi, tradycyjnymi szalwarami ( spodnie w tureckim stylu) czy piękne przyrodnicze miejsca. Można, ale to już nie rowerem, tylko najlepiej autem, pojechać krętymi drogami w góry otaczające kurort i rozejrzeć się po okolicy z punktów widokowych, by ogarnąć wszystko wzrokiem prawie że z lotu ptaka. A zielone Marmaris jest cudowne i krajobraz piękny. Jak tylko się wjedzie do kurortu czuć śródziemnomorskie powietrze. Szczególnie zimą gdy nie ma tu takiego ruchu na ulicach i powietrze jest czystsze.